Łatwo przyszło… Łatwo poszło!!!

Oglądając pierwszą połową można było być zadowolonym i dumnym. Targówek grał ładną piłkę. Łatwość z jaką zdobywaliśmy bramki powodowała, że zawodnicy zaczęli bawić się tym meczem. Przeciwnik praktycznie nam nie zagrażał. Akcje gospodarzy kończyły się przed polem karnym, chociaż mieliśmy problemy przy obronie rzutów rożnych. Ale nawet obrona karnego w „czapkę” pokazywała, że ten mecz jest nasz.

Wychodząc na drugą połowę czuliśmy, że nic nam się w tym meczu złego nie wydarzy. Sprawdziła się jednak teoria trenera Michniewicza. Prowadzenie 2:0 to nie jest bezpieczny wynik.

Po przerwie jednak przeciwnik, który miał jeszcze trzecie życie podjął walkę. Nam sprawę zaczęły komplikować kartki na newralgicznych pozycjach. Do tego po raz kolejny zaczęliśmy rozdawać prezenty. O ile we wcześniejszych meczach dopisywało nam szczęście, teraz na to liczyć nie mogliśmy. Najgorsze jest to że, to nie przeciwnik nas rozklepał. Bramki strzelaliśmy sobie sami. Dokonaliśmy zmian, które tym razem nic nie wniosły. Musimy o tym porozmawiać w szatni, bo chyba niektórzy trochę nie poważnie podchodzą do tego co robią!

Strata punktów na własne życzenie. Byłem dumny z zespołu w pierwszej połowie. W drugiej ręce mi opadły! Delikatnie mówiąc.

 

Trener

Piotr Kurban

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*